

Siedmiu wspaniałych liderów partyjnych zasiadło do debaty zorganizowanej przez Rzeczpospolitą i TVN pod hasłem Miedzy III a IV RP. W dyskusji padały hasła wyborcze w stylu: wprowadzenia cen maksymalnych na podręczniki, bezpłatne przedszkola, obniżenie składek ZUS, zniesienie immunitetu i temu podobne drugorzędne pomysły legislacyjne.
Jak zauważył w Rzeczpospolitej prof. konstytucjonalista, Piotr Winczorek, określenia pierwsza, druga i trzecia Rzeczpospolita odnoszą się nie do ustroju politycznego, a do istnienia niepodległego państwa. Ponieważ nic nie wskazuje na to, że utracimy niepodległość, więc do kolejnego liczebnika upoważniałyby tylko fundamentalne zmiany ustrojowe.
Czy nasze obecne i wcześniejsze wybory oddają wolę większości?
Oczywiście - nie.
Gołym okiem widać, że o tym, kto tylko i wyłącznie ma szansę zostać posłem decydują partie, a wręcz sami ich przywódcy.
My obywatele, możemy sobie powybierać spośród już wybranych. Bierne prawo wyborcze zostało skutecznie zabrane obywatelom a to przecież kanon wolnych wyborów.
Nasze, polskie wybory to nie jest wola większości. A przecież to w sposobie desygnowania ludzi do rządzenia, tkwi całe jądro demokracji. Albo głosuje
się na kandydata, który pośrednio za pomocą przeliczników poparcia partyjnego zostaje posłem, i mamy demokrację partyjną, taką jak u nas, albo wybiera się swoich przedstawicieli bezpośrednio jak w USA czy w Wielkiej
Brytanii.
Ludowładztwo tworzy się właśnie dzięki wyborom w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW), jest to najlepszy sposób, na wyrażenie własnej woli każdego z nas i jednocześnie najlepsza szkoła demokracji, idąca od dołu.
Wprowadzenie JOW rewolucjonizuje, a jednocześnie wzmacnia państwo demokratyczne, jego wybieralne struktury. Wtedy to, polityk zawdzięcza wybór przede wszystkim wyborcom, a nie partii (czytaj - partyjnym funkcjonariuszom) i przed wyborcami odpowiada za swoje polityczne czyny.
Obywatele podczas wyborów w pierwszej kolejności widzą konkretnego człowieka, kandydata na posła czy senatora, z jego życiowym, społecznym dorobkiem, partię później.
To inny, lepszy świat polityki.
To inny sposób myślenia, inna filozofia rządzenia, niestety nieznana jeszcze w pełni Polakom.
Ustanowienie ordynacji wyborczej, większościowej, z JOW, to byłaby prawdziwa, fundamentalna zmiana na miarę kolejnego czwartego numeru Rzeczpospolitej.
JOW to odpowiedzialność posła przed wyborcami.
JOW to możliwość odwołania podłego posła.
Jaka siła sprawia, że słowo JOW nie przechodzi przez gardła naszych polityków?
Tą siłą jest wyrachowanie polityczne, które określa ich świadomość (czytaj - interes własny i partyjny). Zawodowi znawcy przedmiotu, dobrze wiedzą, że po wprowadzeniu JOW obecni wodzowie partyjni stracą swoją, polityczną siłę.
Aby stać się politykiem (parlamentarzystą) w JOW trzeba najpierw wygrać ten, jeden mandat w swoim okręgu. Trzeba na to tyrać, trzeba być najlepszym wśród dobrych. To wyborcy muszą to ocenić i dać na to przyzwolenie, a nie szefowie partii.
Profesor Antoni Kamiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, podczas wykładu w Business Center Club, dokonał śmiałej oceny strony intelektualnej naszego, obecnego Sejmu, w której uznał, że tylko 20 procent posłów do końca rozumie to, co uchwala swoim podniesieniem ręki. Reszta nie powinna tam zasiadać.
Są i tacy socjologowie, którzy uważają, że profesor Kamiński jest zbyt łaskawy dla naszych parlamentarzystów. Niestety wszystko wskazuje na to, że ten stan nie ulegnie poprawie, a może nawet się pogłębi.
Nie ma takiego drugiego tematu, aby istniała całkowita zgodność polityków. Przecież nie będą podcinać gałęzi, na której siedzą.
Niestety ta zmowa milczenia dotyczy również mediów, czyżby były powiązane polityką?
Najlepszym przykładem chowania głowy w piasek, jest całkowita cenzura w publicznych i prywatnych mediach na temat demonstracji woJOWników wiosną, w Warszawie. Wzięło w niej udział ok. 2 tys. sympatyków JOW z całej Polski i Warszawy, a w mediach zapadła cisza, mimo, że sprawa ordynacji wyborczej dotyczy wszystkich obywateli.
Te same media, w tym samym czasie, tygodniami relacjonowały nielegalną demonstrację rzekomo prześladowanych homoseksualistów i przeciwnych im homofobów, w której wzięły udział grupy politycznych chuliganów z obu stron. W sprawie, która dotyczy niewielkiej, marginalnej, choć hałaśliwej grupki społecznej.
Wspomniani demonstranci Ruchu JOW po dotarciu do Sejmu złożyli w nim petycję, w sprawie zmian w ordynacji wyborczej, spodziewali się przynajmniej wsparcia od części posłów. Wszak Platforma Obywatelska złożyła w parlamencie 750 tys. podpisów w tej samej sprawie. Niestety nikt z jej szeregów do demonstrantów nie wyszedł.
Jest to niestety kolejny przykład obłudy i zmowy elit, przeciw społeczeństwu. Tym razem jednak Ruch JOW postanowił, biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia oraz sytuację polityczną, przejść od działań społecznych (choć ich nie porzuca, ani lekceważy) do czysto politycznych.
WoJOWnicy wystawili swoich kandydatów w wyborach do Senatu, czyli tam gdzie wybory najbardziej przypominają proponowaną ordynację, bo są większościowe. Udało się nam zebrać podpisy pod listami, oraz zarejestrować 11 kandydatów. Wszystkich na prowincji. Tam gdzie ludzie, oddychają innym, tym bliższym prawdzie życiem, a nie warszawsko-krakowsko-gdańskim, wielkomiejskim samozachwytem.
To, co przedstawiliśmy wyżej, to są fakty.
Załóżmy teraz, że kandydaci, woJOWnicy odniosą umiarkowany sukces. Kilkoro z nich zostanie senatorami. Być może tyle, aby założyć koło senatorskie?
Staną się wtedy realną siłą polityczną.
Odpowiedź wydaję się prostą, ale nią nie jest. Mamy jednak wskazówki z historii. Jak mawiał niezapomniany bohater powieści H. Sienkiewicza - pan Michał Wołodyjowski: jak nie będą się ciebie bali, to się będą z ciebie śmiali.
Czy wyborcy dokonają zgodnego z naszymi oczekiwaniami, wyboru?
Zobaczymy, wszak sami postulujemy, aby go dokonali. Na ludzi, naszych kandydatów, a nie partyjnych.
Zatem możemy zostać realną siłą?
Tak, możemy.
Zastanówmy się, co z nią zrobić.
Więc czemu?
Ano temu, aby
doprowadzić do wykrystalizowania się w Polsce normalnej sceny politycznej. Wszak to pozostaje celem głównym woJOWników. Sceny, z wyraźnym podziałem ideowym i politycznym. Na lewicę, centrum i prawicę, być może z dodatkowymi skrzydłami.
Co i kogo mają do zaproponowania obecne elity partyjne?
Czym są w naszej przestrzeni politycznego dyskursu słowa, takie jak: prawica, lewica, centrum, liberalizm, konserwatyzm, populizm, socjalizm, chadecja,
komunizm.
Oto centroprawicowa, antykomunistyczna partia polityczna, poważna kandydatka do objęcia rządów w Polsce proponuje etatystyczne, lewicowe rozwiązania ekonomiczno-społeczne.
Inna partia, mieniąca się prawicową i też idąca do władzy, chowa pod pierzyną zebrane wcześniej setki tysięcy zebranych przez siebie, od naiwnych wyborców, podpisów, pod radykalnymi zmianami ustrojowymi.
Oto kandydat do Senatu, były premier, były przewodniczący ugrupowania oskarżanego, o kryminalną działalność, wplątany w agenturalną, moskiewską przeszłość, klęczy pod świętym częstochowskim obrazem.
Oto partia, postkomunistyczna, moskiewska agentura, podpisuje się pod 21 postulatami strajkujących 25 lat temu stoczniowców. Tych, których wtedy zastraszała, prześladowała, korumpowała a w ostateczności mordowała.
Te same twarze, ciągle.
W tych samych mediach, ciągle.
Te same komentarze, tych samych, dyżurnych sprawozdawców i służalczych analityków,
ta sama, coraz bardziej przygniatająca rzeczywistość, ciągle.
Ojczyzna, naród, ich interes?
Zastanówmy się, więc, czy przywołane wyżej przez nas słowa, w ich starym, zapomnianym i coraz bardziej zełganym znaczeniu, jeszcze coś znaczą, Co więcej, czy znaczą w ustach tych podanych za przykład ludzi, oraz stronnictw?
Śmieszne, prawda?
Czy coś jeszcze się za tymi słowy kryje?
Czy mamy polska lewicę, lub prawicę, może centrum?
Czy tylko partyjne koterie?
Odpowiadamy.
Nic nie znaczą. Ci ludzie i partie wycierają sobie nimi usta. Oczywiście swoje, bo te maja brudne, pełne obłudy i wzniosłych, zełganych banałów.
Czy prosimy o zaufanie?
Tak.
Czy obecne wybory coś zmienią?
Wątpimy. Co więcej, już nie mamy nadziei. Dlatego powtarzamy, polską scenę polityczną musimy zbudować od nowa, od dołu, od obywatelskiego nieposłuszeństwa.
Tak, nieposłuszeństwa, paradoksalnie zbudowanego w pozytywny sposób wokół obywatelskiej inicjatywy, Ruchu JOW i jego kandydatów do Senatu.
Dlatego bierzemy nasze, publiczne, polskie sprawy, w swoje ręce. Dajemy szansę, sobie i wyborcom.
Na początek chcemy zmienić ordynację wyborczą, potem całą Polskę, czyli nas samych!!!